Cornwall czyli Kornwalia. Raport z urlopu.

Na początek mała dygresja. Inaczej niż w polskim szkolnictwie, gdzie dominują semestry (tj. okresy sześciomiesięczne), w Anglii rok szkolny dzieli się na trymestry, a każdy trymestr dzielony jest tygodniową przerwą na dwie części. Zwrotu trymestr używam tutaj umownie, w znaczeniu jednego z trzech okresów nauki w ciągu roku (co daje sześć “półokresów”). Okresy te niekoniecznie trwają trzy miesiące, co wynikałoby z łacińskiego oryginału trimestris, ale podobną przypadłością cechują się semestry (łac. semestris), które nie trwają w praktyce sześciu miesięcy, biorąc pod uwagę przerwę wakacyjną. W języku polskim całkowicie poprawnym jest użycie słowa semestr na określenie połowy roku szkolnego, a trymestr – trzeciej jego części i tego będę się trzymał.

Kornwalia to hrabstwo położone na zachodnim krańcu południowo-zachodniego półwyspu (Półwyspu Kornwalijskiego), otoczonego Morzem Celtyckim oraz Kanałem Angielskim (po drugiej stronie kanału znanym jako La Manche).

Organizacja roku szkolnego to temat na zupełnie osobny wpis, tutaj chciałbym tylko zaznaczyć, że w angielskiej rzeczywistości przerwy w nauce wypadają średnio co dwa miesiące, po zsumowaniu tygodnia wolnego z poprzedzającym weekendem otrzymujemy 9 długich dni, w które trzeba dzieci czymś zająć (wziąć urlop, zatrudnić opiekunkę), a popyt na wszelkiego rodzaju rozrywkę, urlopy  w pracy, a także usługi childminders sięga sufitu, co wpływa oczywiście na dostępność i ceny tychże dóbr. Z tego powodu cena pobytu na kempingu w Kornwalii w tym konkretnym tygodniu była o około 70% wyższa niż tydzień prędzej bądź tydzień później, ale niestety przerwy w nauce (half term) nie da się przełożyć.

Po łyżce dziegciu czas na beczkę miodu. Kornwalia jest fantastyczna, a nasz urlop wart każdej wydanej złotówki funta szterlinga. Spędziliśmy tam pięć dni, zrobiliśmy setki zdjęć, a poza plażą i basenem odwiedziliśmy również różne atrakcje w okolicy – o tym za chwilę.

20160603_123215

Raport z urlopu.

Dzień 1. Podróż, odbiór kluczy z recepcji, obiad na świeżym powietrzu z widokiem na klify i morze. Później schodzimy na szeroką, piaszczystą plażę i spacerujemy po niej do wieczora.

IMGP3600
Dzień 2. Wycieczka do Newquay, mekki surferów, na miejscu plaża, z uroków której korzystamy cały dzień.

IMGP3676
Dzień 3. Podróz do Bodmin, tam wycieczka pociągiem w przeszłość (zabytkowym składem ciągniętym przez parowóz) do stacji Boscarne Junction, krótki marsz wielbłądzim szlakiem (Camel trail). Niespieszny, kornwalijski lunch w kawiarni na stoku, oczywiście z uwzględnieniem cream tea i cornish pasties, powrót również marszem oraz naszym zabytkowym pociągiem.

20160601_123807

20160601_133123
Dzień 4. Wycieczka do Eden Projectczyli największej szklarni świata, o powierzchni w sumie blisko dwóch hektarów, zwiedzanie których zajęło nam większą część dnia. Google maps z sobie tylko wiadomych powodów prowadzi nas do celu lokalnymi drogami, szerokimi na jedno auto, a po obydwóch stronach drogi na przemian widzimy malownicze wsie, pola obsypane kwiatami oraz zielone lasy. W ogóle się na Google nie gniewamy, warto było jechać kwadrans dłużej. Po powrocie nie spoczywamy na laurach, tylko odwiedzamy “nasz” klif, tym razem w trochę innym miejscu.

20160602_140813
Dzień 5. Musimy oddać klucze dość wcześnie, bo o 10, ale z parkingu i lokalnych atrakcji korzystać możemy do końca dnia, co skwapliwie wykorzystujemy. Schodzimy na plażę tym razem piaszczystym zboczem klifu, a nie wybetonowanym podjazdem. Spędzamy tutaj większą część dnia, ale woda jest zbyt zimna na kąpiel, więc później skorzystamy również z basenu. W drodze powrotnej wujek Google sugeruje ominięcie korków na autostradzie drogami klasy A i B, co wydłuża naszą podróż znacznie, ale po raz kolejny trafiają nam się widoki jak z obrazka. Do domu wracamy całkiem późno, ale wciąż się nie gniewamy.

W międzyczasie korzystaliśmy z dostępnych atrakcji – basenu, placów zabaw, kolejki objeżdżającej teren kempingu, o powierzchni kilkudziesięciu hektarów itp.

Poznaliśmy Anglię jakiej nie znaliśmy. Podróże kształcą. Polecamy.

wml

Dodaj komentarz