Czym się różnią drogi u królowej od polskich

Temat rzeka, który dzieli społeczeństwo, wyborców, polityków. Temat mi bliski z wielu względów, zaczynając od tego, że sam jestem użytkownikiem dróg – w roli pieszego, rowerzysty, kierowcy – w zależności od potrzeb. Tak w Polsce jak i w UK.

Podróż

Wyjeżdzam z domu na lotnisko, przez miasto 30mph (50km/h), czasem z małą górką, zdarzy się 35mph, bo człowiek na prędkościomierz nie patrzy bez przerwy. Po drodze kogoś wpuszczę, ręka w górze w pozdrowieniu, za chwilę ktoś zamruga światłami i wpuści mnie, znowu ręka w górze. Przed oznakowanym przejściem dla pieszych trzeba zwolnić, a choćby cień pieszego w okolicy nakazuje się zatrzymać. Piesi przechodzą, ręka w górze, dzieci machają. Za miastem na drodze dwujezdniowej, w tym po autostradach z pięcioma pasami ruchu w każdą stronę, 70mph czyli 115km/h. Też zdarzy się z małym hakiem, ale jak ruch jest mały to tempomat trzyma prędkość.  I tak do celu. Start, lądowanie, a na Ławicy zawsze coś ściśnie za gardło. Uwielbiam tam wracać.

Odbieram auto z wypożyczalni, wyjeżdzam na Bukowską i już za chwilę, już za rogiem, jak za każdym razem, kiedy muszę podróżować po polskich drogach

Dostaję ciężkiej cholery

Wcale nie chodzi o stan polskich dróg, w UK też nie jest kolorowo, jest tradycyjnie po angielsku “good enough” – zawieszenia nie urwiesz, ale na zbieżność od czasu do czasu trzeba pojechać. Do szału doprowadza mnie za to  wszechobecny pośpiech i olewanie prawa o ruchu drogowym. 200km/h po autostradzie z zaledwie dwoma pasami ruchu w każdą stronę, i 100km/h po krętej wiejskiej drodze. Nastolatki, wakacyjni turyści, przedstawiciele handlowi i panowie prezesi w równym stopniu za kierownicą dostają pierdolca. A jak ktoś przed nimi równo ze znakiem D-42 (obszar zabudowany) zwolni do 50km/h, to ich bolid zamienia się w jeżdżącą dyskotekę – mruga, trąbi, tańczy fokstrota, a na końcu wyprzedza na podwójnej ciągłej.

Dlaczego

Statystyki dotyczące bezpieczeństwa ruchu drogowego mamy kiepskie, zajmujemy niechlubne 3 miejsce na podium UE (dane za 2016) w liczbe ofiar wypadków w przeliczeniu na milion mieszkańców. Z kolei UK jest na pozytywnym szarym końcu, czyli inaczej mówiąc, zaraz za Szwecją najbardziej bezpiecznym miejscem do podróżowania drogami. Różnica jest drastyczna, bo w UK ta statystyka jest o ponad połowę niższa od polskiej.

Oczywiste przyczny to wykształcona latami kultura jazdy oraz system prawny, sprzężony dodatkowo z systemem ubezpieczeń komunikacyjnych.

Wypadek ze skutkiem śmiertelnym na przejściu dla pieszych to w UK raczej 6 lat więzienia i drugie tyle zakazu prowadzenia pojazdów, niż rok w zawiasach. Samo przekroczenie prędkości o 15-20% (np. 60km/h w terenie zabudowanym) skutkuje około £100 mandatu i 3 punktami karnymi, a w przypadku skierowania sprawy do sądu – grzywną miarkowaną dochodami oskarżonego. Plus punkty rzecz jasna. Przy czym punkty są ważne 3 lata, a uzbieranie 12 punktów to poważne kłopoty – od zawieszenia prawa jazdy po jego utratę do czasu ponownego zdania egzaminu po wyznaczonym czasie. Jako ciekawostkę dodam, że grzywna nałożona przez sąd skutkuje wpisaniem skazanego do tutejszego rejestru skazanych, co może mieć różne efekty uboczne – np. w przypadku poszukiwania zatrudnienia czy ubiegania się o brytyjskie obywatelstwo (!). Oprócz wymiaru sprawiedliwości, do dolegliwości kary dokładają się ubezpieczyciele – za punkty karne jest zwyżka w składce, boleśnie odczuwalna już powyżej 3 punktów karnych.

W podobnej sytuacji w Polsce (przekroczenie powyżej 10km/h) mamy 100 złotych i 2 punkty karne, a poniżej 10km/h 50 złotych – bez punktów. Punkty karne ważne są tylko przez rok, a po uzbieraniu 24… idzie się na szkolenie i wraca na drogę. Czyli średnio raz w miesiącu można “dać się złapać” bez większych konsekwencji. System prawny wysyła sygnał, że bezpieczeństwo jest drugoplanowe. W UK pieszy na przejściu to święta krowa, natomiast w Polsce toczy się wieczna debata, czy 80 letnia staruszka o kulach może wtargnąć na przejście dla pieszych.

Pośpiech

Kolejną przyczyną naszego polskiego zapieprzania jest pośpiech. Nie umiem rozwikłać, czy się spieszymy, bo źle planujemy, czy się spieszymy, bo mamy zbyt wiele na głowie, czy też się spieszymy, bo wrodzony optymizm pozwala nam myśleć, że zdążymy. Brytyjczycy we krwi mają planowanie: jeżeli samolot jest o 10, a na lotnisko godzina drogi, to wyjeżdżają o 6, docierają o 7 i zdążą jeszcze wypić 3 pinty piwa przed odlotem. A jak będą korki, to mają 2 godziny zapasu, a piwo można też wypić w samolocie. Kolejny aspekt tego samego zagadnienia to presja otoczenia, a raczej jej brak. Jeżeli jadę do pracy i utknę w korku, to dzwonię do szefa, mówię mu co i jak i… koniec. O ile nie zdarza mi się to co drugi dzień, to wszyscy dookoła rozumieją, że czasami jest korek, popsuje się pociąg albo dziecko dostanie gorączki.

Czy coś się w tej kwestii zmieni?

Niestety nie wróżę tu sukcesu. Poszkodowani w zdarzeniach drogowych i ich rodziny to zbyt mała grupa, żeby stanowić znaczący elektorat. Na pewno jest ich mniej, niż wszystkich kierowców. Cyniczne, ale myślę, że niestety prawdziwe. Zmiany prawne zobaczymy nieprędko, a jeżeli już, to niekoniecznie w pożądanym kierunku. Jedynej szansy upatruję w presji otoczenia, w próbie wpływania przez jednych uczestników ruchu na drugich. Nie pędź z dzieckiem w samochodzie do szkoły, kiedy inne dzieci podróżujące piechotą przechodzą przez jezdnię. Wyjedź prędzej, albo zaakceptuj, że się trochę spóźnisz. Szkoła dalej będzie stała w tym samym miejscu, nie odjedzie. Wpuść innego uczestnika ruchu, podziękuj, kiedy Ciebie wpuszczają. W tym chorym ulicznym wyścigu odrobina uśmiechu może dużo zmienić.

PS. Uniesiona dłoń

Genialny w swojej prostocie gest, używany jak świat długi i szeroki, ale Wielkiej Brytanii chyba najczęściej. Go ahead, please i thank you w jednym. A do tego jeszcze jedno ważne znaczenie: stop. Czy to pieszy na przejściu dla pieszych, czy kierowca z naprzeciwka, unosząc dłoń w podziękowaniu równocześnie sygnalizują, że zauważyli i zamierzają skorzystać z naszej uprzejmości. Klaruje to sytuację na drodze – ja stoję, ty idziesz czy też jedziesz. Działa.

wml

Dodaj komentarz